Sezon na pomarańcze, soczyste cytryny i kiwi jest w pełni. Patrzę właśnie przez okno na drzewko pomarańczowe sąsiada, które ugina się pod ciężarem dojrzałych owoców, a zaraz obok pnie się kiworośl. Nie wiem, czy takie słowo istnieje, ale tak właśnie nazywam pnącze, na których dojrzewają kiwi. Do momentu, kiedy sama nie zobaczyłam tej rośliny, nie wiedziałam, skąd pochodzą jedne z moich ulubionych owoców. Dzięki uprzejmości sąsiada, który pozwala nam je zrywać, możemy codziennie cieszyć się świeżym sokiem z pomarańczy i pysznym koktajlem z kiwi.

Nasz dom otoczony jest winnicami, dającym początek winogronom, z których następnie powstaje miejscowe orzeźwiające Vinho Verde. Mieszkamy na zboczu wzgórza, z którego rozciąga się bajkowy wręcz widok na okoliczne domki z kamienia, tarasy z winnicami, góry, palmy, drzewa oliwne. Uwielbiamy przechadzać się między domkami, podziwiając kwiaty kwitnące tu o każdej porze roku. Chodzimy często w góry, a aby znaleźć się na szlaku, wystarczy jedynie… wyjść z domu. Między wzgórzami, w dole, płynie Lima, nazywana przez Rzymian Lethes, „rzeką zapomnienia”. Oba brzegi łączy średniowieczny most, który także widzimy z naszego ogrodu, mimo jedenastu kilometrów odległości. Dolina rzeki zachwyca zwłaszcza w nocy, gdy światełka miasteczka migocą, nad nimi skrzą ich naturalne siostry: gwiazdy, a w powietrzu unosi się zapach eukaliptusów. Gdzie okiem nie sięgnąć, tam piękno! Niezależnie od pogody, gdy staję rankiem w oknie, nie mogę uwierzyć, że jest mi dane tu mieszkać.

To miejsce to spełnienie moich wszystkich marzeń o „krainie idealnej”, które miały swój początek podczas pamiętnego weekendu na północy Portugalii, w pociągu na trasie Porto-Braga, o którym wspominałam w poprzednim wpisie.

Musiałam wtedy wygladać jak dziecko, któremu obiecano lizaka, gdy z przyklejonym do szyby nosem obserwowałam te tysiące pomarańczy i cytryn zawieszonych na małych drzewkach. W środku grudnia! Byłam zachwycona. Pogoda była raczej holenderska i tak… mało portugalska, ale moje przekonanie o uroku tego regionu zwiększało się wraz z przyspiesznym stukotem kół pociagu.

Pobyt ten, już trzeci w tym kraju w ciągu roku, rozpalił moje serce i wiedziałam, że trop jest właściwy. Postanowiłam, że to będzie ostatnia podróż, a konkretne miejsce znajdę… na mapie. Czułam to w głębi swojej duszy.

Po paru tygodniach od powrotu do Holandii otworzyłam księgę, która miała dać mi odpowiedź. Atlas dla dzieci, strona 54, Portugalia. Spisałam nasze priorytety i niezbędne atrybuty naszego przyszłego miejsca.

Braliśmy pod uwagę następujące czynniki, jako bezwzględny must:

  1. Maksymalnie godzina drogi od lotniska, z myślą o rodzinie i znajomych chcących nas odwiedzać.
  2. Góra godzina drogi do oceanu. Ocean mą miłością.
  3. Góry naszą miłością. Idealnym wyjściem było po prostu… zamieszkać w nich 😊
  4. Sentyment do Hiszpanii, w której mieszkaliśmy parę miesięcy. Odlegość do granicy w przyzwoitej odległości.
  5. Blisko do rzeki i plaż rzecznych, z których słynie Portugalia.
  6. Uwielbiamy wieś, mieszkaliśmy na holenderskiej wsi i powrót do miasta absolutnie nie wchodził w grę.
  7. Tak, jak kochamy wieś, tę samą miłością darzymy cywilizację i jej zdobycze. Odległość (maksymalnie 15 km) do miasteczka/miasta konieczna.
  8. Koniecznie stare miasteczko. Uwielbiam klimat wąskich uliczek, tajemniczych zakątków i powiew historii.
  9. Natura naszą największa miłością. Marzyło się nam zamieszkanie w miejscu otoczonym do granic możliwości naturą, w którym w nocy hukałyby sowy, od rana śpiewały ptaki, gdzie moglibyśmy się cieszyć cudownym zapachem drzew, krzewów, ziemi. Idealnie było zamieszkać w niedalekiej odległości do parku narodowego Peneda Geres, który sam w sobie jest cudem, poprzecinanym wodospadami, rzekami, górami i naturalnymi termicznymi źródłami.
  10. Drzewko pomarańczowe w ogrodzie!

Zabrałam się więc do poszukiwania miejsca
idealnego, głęboko wierząc, że efekt moich poszukiwań będzie spełnieniem wszystkich
dziesięciu punktów. Z drzewkiem włącznie. Wiele lat temu wyraziłam mężowi
pragnienie, że chciałabym kiedyś zamieszkać w domu z ogrodem, w którym będzie rosła
choć jedna pomarańcza. I teraz chciałam to spełnić.

Mapa Portugalii leżała rozłożona przede mną, a obok lista z punktami do odhaczenia.
W grę wchodziły tereny na północ od Porto. Zabrałam się do zakreślania na mapie
obszaru, który spełni nasze priorytety.

Zapraszam do obejrzenia filmiku 😊  

Nasz wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. To miejsce zachwyca nas codziennie i cieszę się, że jeszcze tyle życia przede mną, aby odkrywać całe bogactwo i skarby regionu, w którym zamieszkaliśmy.

 

Share This