Jak to się stało,
że zamieszkaliśmy właśnie tu? Czy to był przypadek? Choć wybierając nasze
miejsce do życia w Portugalii, miałam w sercu wielką ufność, decyzji tej pewno
nie mogłabym nazwać zbiegiem okoliczności.

Często pytają znajomi, czy wiele razy byłam w Portugalii, zanim zdecydowaliśmy się tu zamieszkać. Prawdę mówiąc: ani razu. Myśl o wyprowadzce tutaj nadeszła znikąd, pewnego popołudnia. Rozmyślałam, gdzie moglibyśmy się przenieść, gdybyśmy się zdecydowali na opuszczenie Holandii i, wierzcie lub nie, oświeciło mnie: byłam przeświadczona, że to będzie kraj dla nas.

Kupiłam więc
bilety do Lizbony, aby jednak się naocznie przekonać. Spędziłam w stolicy
Portugalii cudowny tydzień i od pierwszego dnia, pierwszej kawy i pastel de
nata w kawiarni, pierwszego spaceru wśród kamieniczek wyłożonych azulejos,
pierwszej kolacji przy dźwiękach fado w Alfamie wiedziałam, że to może być
nasze miejsce. Czułam jednak, że trzeba będzie szukać dalej, bo choć jako
turystka zakochałam się w Lizbonie bez pamięci, mieszkanie w mieście nie
wchodziło w grę. Wsiadając jednak do samolotu powrotnego miałam w sercu spokój
i przeczucie, że jestem na właściwej drodze i że wszystko ułoży się dobrze w
swoim czasie. Pół roku później wyjechaliśmy, już całą rodziną, do Algarve,
regionu położonego najbardziej na południe kraju. Wakacje były przecudowne. Gdy
wracam do wpisu o Algarve na moim poprzednim blogu, uśmiecham się sama do
siebie, czytając ostatnie zdanie, w którym wyrażam nadzieję, że moja noga
postanie jeszcze w Portugalii. „Uważaj, o czym marzysz, bo może się to
spełnić!”

Docenialiśmy
wyjątkowy, piękny czas razem w październikowym portugalskim słońcu, jednak
Algarve będzie dla mnie zawsze jedynie przepięknym regionem do spędzania w nim
wakacji. Dla dzieci była to też pierwsza ich wizyta w Portugalii i były
przeszczęśliwe! Nieśmiało same zaczęły przebąkiwać o tym, że pewnego dnia
chciałyby tu zamieszkać.

No coż,
zwiedziliśmy okolice Lizbony, Algarve było nam znane, coś więc zostało? Udać
się na północ. Nie musieliśmy długo czekać, bo moja przyjaciółka Ania,
mieszkająca w Porto, zaprosiła nas na weekend do tego pięknego miasta. Miesiąc
po naszych wakacjach na południu kraju spędziliśmy więc kilka dni w północnej
jego części. Porto nas urzekło, poczułam się tam jak w domu. Gdy jechaliśmy
pociągiem do położonej nieopodal Bragi, nie mogłam napatrzeć się na
pomarańczowe drzewka dosłownie obwieszone soczystymi owocami… w środku
grudnia! W Bradze lał deszcz i wiał wiatr, a ja wiedziałam, że północ
Portugalii stanie się naszym domem.

Zamieszkaliśmy
jednak ani nie w Porto, ani w Bradze. Jakie więc czynniki zadecydowały o naszym
wyborze małej, liczącej kilkaset mieszkańców wioski z widokiem na dolinę Limy,
gdzieś na krańcu północnej Portugalii?

Mimo mojej
romantycznej natury dokonałam bardzo przemyślanej i dokładnej selekcji,
najpierw tworząc w myślach „miejsce idealne”, a następnie po prostu go…
znajdując! Jak już marzyć, to marzyć porządnie, prawda? 

O tym, jak dokonałam wyboru, opowiem tutaj.

Share This